Julia Fischer bada, jak nasze mózgi funkcjonują pod wpływem różnych stanów emocjonalnych, w tym zakochania, ale też rozstania czy odrzucenia. Autorka opiera się na badaniach neurobiologicznych, pokazując, że nasze emocje są bezpośrednio związane z aktywnością mózgu i układu nerwowego.
Jeśli chodzi o poczucie odrzucenia, gdy ktoś nas opuszcza, Fischer wyjaśnia, że to uczucie ma swoje korzenie w ewolucji. Odrzucenie społeczności czy bliskiej osoby mogło kiedyś oznaczać zagrożenie dla przetrwania, więc nasz mózg reaguje na to tak, jakby to było zagrożenie fizyczne. Odpowiada za to aktywacja części mózgu związanych z bólem fizycznym, takich jak kora przednia obręczy. Dlatego czujemy się zranieni emocjonalnie, ale też dosłownie „zbolałymi.”
Fischer podkreśla również, że z neurologicznego punktu widzenia, zakończenie bliskiej relacji wywołuje w mózgu reakcje podobne do odstawienia substancji uzależniających. Hormony i neuroprzekaźniki, które są aktywne podczas bycia zakochanym, nagle przestają działać, co powoduje silne uczucie przygnębienia i pustki.
„Przypuszczam, że każdy z nas zna to uczucie: Jeśli czegoś nie możemy mieć, tym bardziej tego pożądamy.
Amerykańscy naukowcy określają to zjawisko mianem frustration attraction, czyli pożądanie wskutek frustracji. Im dłużej umieramy z tęsknoty za kimś, tym większa jest miłość do naszego obiektu westchnień.”
Niedawno obchodziliśmy „Światowy Dzień Zdrowia Psychicznego”. Wspominam o tym właśnie dlatego, że mnóstwo osób, z powodu depresji wynikającej z odrzucenia, nieszczęśliwego zakochania, samotności… próbuje odebrać sobie życie.
Zdarza się, że jesteśmy tak bardzo zależni od akceptacji innych, ich uwagi, uczuć czy opinii, że tracimy z oczu to, co najważniejsze — naszą własną wartość i wewnętrzną siłę. Kiedy nie dostajemy tego, czego pragniemy od innych, łatwo popaść w przekonanie, że coś z nami jest nie tak, że nie zasługujemy na miłość czy uwagę. Albo że osoba, z którą się rozstaliśmy, jest… całym naszym światem. I nie mamy już dla kogoś żyć.

Czasami ten telefon po prostu nigdy nie zadzwoni.
I to właśnie wtedy, w chwilach najgłębszej rozpaczy, tracimy z oczu fakt, że świat jest o wiele większy niż nasze obecne cierpienie. Że to, co teraz wydaje się końcem wszystkiego, może być początkiem czegoś nowego. W takich momentach kluczowe jest, byśmy nauczyli się sięgać po pomoc, otwierali się na wsparcie innych, czy to bliskich, czy specjalistów. Warto pamiętać, że ból, który teraz czujemy, nie definiuje nas na zawsze — jest tymczasowy, a życie, mimo że trudne, ma wiele do zaoferowania, jeśli tylko damy sobie szansę, by to odkryć.
To takie tam moje przemyślenia. A książkę Wam oczywiście polecam.
Książka została przekazana dzięki uprzejmości Wydawnictwo Mando w ramach #współpracy.
Jeśli podobała Wam się recenzja, to… Napijmy się wspólnie kawki!

