Wiecie, co najbardziej mnie fascynuje w Stanach? To, że ilekroć tam jestem, mam wrażenie, że ktoś podłącza mnie do gniazdka z napisem: „Nowa energia. Uwaga, kopie.” Ameryka ma w sobie coś magnetycznego: mieszaninę wolności, niepokoju, wielkich marzeń i jeszcze większych teorii spiskowych. To raj dla marzycieli, neurotyków i ludzi, którzy są święcie przekonani, że Elvis żyje i pracuje w Starbucksie gdzieś pod Memphis.
Właśnie o takiej Ameryce, nie tej filmowej, z Hollywood i Route 66, ale tej pełnej lęku, podejrzeń i wiecznego „kto za tym stoi”, napisał Piotr Tarczyński. Jego książka to podróż przez 250 lat amerykańskich teorii spiskowych: od czasów, gdy papież i masoni mieli rzekomo przejąć młode Stany Zjednoczone, aż po współczesność, w której winni są imigranci, reptilianie, Bill Gates, 5G i nawet… gluten.
Okazuje się, że jeśli w USA coś nie działa, ceny rosną, pensje spadają, pogoda się psuje, to zawsze znajdzie się ktoś odpowiedzialny. Kiedyś byli to papieże, czarownice i masoni, potem Żydzi, bankierzy czy komuniści. Dziś winą obarcza się demokratów, republikanów, Sorosa, Unię Europejską, Chiny… Do wyboru, do koloru, jak w menu McDonaldzie.
Tarczyński pokazuje, że Amerykanie nie tyle lubią teorie spiskowe, co potrzebują ich do życia. Bo kiedy świat staje się nieprzewidywalny, łatwiej uwierzyć, że ktoś pociąga za sznurki, niż przyjąć, że czasem rządzi nim chaos, przypadek albo, o zgrozo, zwykły ludzki błąd.
Nie jest to lektura lekka. Książka jest gęsta od faktów i odniesień. Pojawiają się konkretne wydarzenia, nazwiska, cytaty z mediów, przypisy naukowe. Autor porusza się po polityce, historii, kulturze, tłumacząc takie zjawiska jak QAnon, pizzagate, deep state, JFK czy fenomen Alexa Jonesa. To wymagająca, ale szalenie ciekawa podróż po zbiorowej wyobraźni Ameryki.
Zadziwiające jest też to, jak łatwo dziś porzucamy książki, ekspertów i badania na rzecz szybkiego researchu w Google. Wpisujemy hasło, klikamy pierwszy link i już wiemy. A jeśli skręcimy w ciemniejsze zakamarki internetu, trafiamy na „prawdy”, które tłumaczą wszystko: tajne elity, adrenochrom i wybawiciela, który miał ujawnić spisek, ale „oni” mu nie pozwolili. Brzmi jak thriller? Szkoda, że dla tysięcy ludzi to nie fabuła, ale rzeczywistość.
I żeby nie było, podchodzę do tego z przymrużeniem oka. W końcu od lat należę do legendarnej grupy „Płaska Ziemia bez cenzury”. Tak, dokładnie ja, wciąż czekam, aż NASA mnie wystrzeli w kosmos, żebym przestała zadawać pytania.
Może właśnie dlatego warto czytać takie książki. Żeby rozumieć, skąd biorą się te lęki, fantazje i potrzeba nadawania sensu światu. Bo teorie spiskowe nie są tylko zabawnymi memami z internetu. Są odbiciem naszych niepokojów, rozczarowań i pragnienia, by ktoś gdzieś miał nad wszystkim kontrolę. Nawet jeśli to „ktoś” ma oślizgłe macki, mieszka pod pizzą i komunikuje się przez sekretny kod w tweetach.
A ja? Ja nadal wierzę w jedno: że prawda istnieje. Tylko czasem bardzo trudno ją odkryć. A jeśli chcecie poczytać o tych wszystkich teoriach spiskowych, polecam zajrzeć do książki „Oślizgłe macki, wiadome siły. Historia Ameryki w teoriach spiskowych.”
Książka została przekazana dzięki uprzejmości Wydawnictwa Znak i Znak Literanova, za co dziękuję.
A jeśli podobała Wam się recenzja, to… Napijmy się wspólnie kawki!

