„Nigdy nie mów nigdy”, Penelope Ward

Życie wielokrotnie udowodniło nam, by nie mówić: „Nigdy.” Bo ile razy zarzekaliśmy się, że czegoś już nigdy nie zrobimy? Że nigdy nie polubimy danej osoby, że nigdy więcej się z kimś nie spotkamy, że nie wrócimy do czegoś, co już dawno zamknęliśmy? A potem… los uśmiecha się pod nosem i pokazuje nam, że „nigdy” ma bardzo krótką datę ważności.

Bo człowiek się zmienia. Okoliczności się zmieniają. A życie lubi nam przypominać, że to, co dziś wydaje się niemożliwe, jutro może stać się całkiem naturalne. O tym też mówi książka Penelopy Ward, którą jakiś czas temu otrzymałam od Wydawnictwa Editio Red.

Carly to kobieta, która w jednej chwili straciła wszystko, co kochała. Dwa lata wcześniej zginął jej narzeczony, a wraz z nim runęły wszystkie plany, marzenia i poczucie bezpieczeństwa. Kiedy więc po jego śmierci umiera także jego ojciec, Carly decyduje się zaopiekować młodszym bratem zmarłego narzeczonego. Scott (chłopak z autyzmem) nie jest łatwym dzieckiem. Bo autyzm to przede wszystkim inne postrzeganie i odczuwanie świata. Dlatego tak ważne jest, by w ich życiu była rutyna i przewidywalność. A kiedy tego nie ma? To jak taka codzienność może wyglądać, przeczytacie w najnowszej książce Penelopy Ward.



„Nigdy nie mów nigdy” to poruszająca, pełna emocji historia o stracie, odpowiedzialności i o tym, że serce, nawet najbardziej poranione, potrafi powoli nauczyć się bić na nowo. Autorka wzbudza w Czytelniku całą gamę emocji od wzruszenia, przez złość, aż po ciepło i wdzięczność. Bo to nie jest historia o idealnych ludziach i prostych wyborach. To opowieść o zwykłych emocjach, które czasem trzeba poukładać od nowa. Penelope Ward pokazuje, że nawet po największej stracie można odnaleźć sens. Że pomagając komuś innemu, często ratujemy też samych siebie. I że czasem życie stawia na naszej drodze osoby, których teoretycznie mieliśmy nigdy nie polubić… po to, by udowodnić nam, że to właśnie one potrafią uleczyć to, co dawno pękło. 

Penelope Ward przypomina, że życie nie zawsze toczy się zgodnie z planem i niejednokrotnie jeszcze zdoła nas zaskoczyć. Autorka pokazuje nam jak przezwyciężyć ból, odnaleźć siłę w sobie i otworzyć się na drugiego człowieka, nawet jeśli wcześniej wydawało się to niemożliwe. Pokazuje, że miłość nie zawsze przychodzi w idealnej formie. Czasem musi się narodzić w trudnych okolicznościach, wśród zranionych serc. Ale właśnie wtedy, gdy wydaje się, że wszystko jest stracone, można odkryć, że najpiękniejsze historie dopiero się zaczynają.

Myślę, że jest to też taka książka, która pokazuje, że dobro po prostu wraca. Wielokrotnie pisałam Wam, o tym jak ważne jest nastawienie. Że to co sobie człowiek zasieje, będzie mógł później zebrać. A co udało się zebrać Carly? 😉 Pozostawię to Wam do odkrycia.

 

Książka została przekazana dzięki uprzejmości Wydawnictwa Editio Red,  za co dziękuję.

A jeśli podobała Wam się recenzja, to… Napijmy się wspólnie kawki!

buycoffeeto-btn-primary

image_123650291 (1)

Dodaj komentarz