„Zadzwoń, jak dojedziesz”, Jakub Bączykowski

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA

Dla naszych rodziców zawsze pozostaniemy dziećmi, niezależnie od wieku. Nawet jeśli jesteśmy już dorośli, podejmujemy samodzielne decyzje i żyjemy własnym życiem. Ta relacja nigdy się nie zmienia –  dla nich zawsze będzie się liczyć nasze bezpieczeństwo i szczęście. Takimi rodzicami z pewnością byli Wanda i Ryszard, których poznałam w najnowszej książce Jakuba Bączykowskiego.

W trzecią rocznicę śmierci Wandy, dzieciaki przyjeżdżają do ojca, by zjeść kolację i wspólnie powspominać mamę. W jego skromnym, wrocławskim mieszkaniu zjawiają się: Mateusz z partnerem, Ania z mężem i synem oraz najstarsza córka Renata. Spotkanie, które miało być pełne rodzinnego ciepła, szybko przeradza się w napiętą rozmowę. A wszystko toczy się, o znany każdemu z nas, problem opieki nad sędziwym już tatą.  Właśnie… Problem. Czy tak to w życiu postrzegamy?

Opieka nad schorowanymi rodzicami jest dla nas przykrym obowiązkiem, który burzy nasze ułożone życie? Wielu ludzi tak właśnie o tym myśli.

Książka Jakuba Bączykowskiego jest miażdżąco prawdziwa. Wywołała u mnie lawinę łez.  „Zadzwoń, jak dojedziesz” to… zabrzmi to banalnie, ale właśnie taki emocjonalny rollercoaster. W trakcie czytania musiałam zrobić sobie niejedną przerwę,  żeby odetchnąć od nadmiaru emocji. Książka wzrusza i skłania do refleksji.

1197e2cd-47f9-4512-b87d-f49d0687b2d9-1

Mówi się, że starość się Panu Bogu nie udała. Autor pokazuje, z jakimi trudami mierzy się starszy człowiek, a jednym z najdotkliwszych problemów, z którymi borykają się seniorzy, jest samotność. Samotność, zwłaszcza starszych ludzi, często jest nie tylko wynikiem braku bliskich, ale także izolacji, którą przynoszą zmiany w życiu – w tym wypadku odejście Wandy pozostawiło w sercu Romana niewyobrażalną pustkę. Nagle zabrakło kogoś, kto komentował telenowelę w telewizji i dbał o to, co zjedzą na wspólne śniadanie.  Nie było kogo chwycić za rękę, by się upewnić… że jest. Zdarza się, że pociechy, choć żyją blisko, jak właśnie dzieciaki Romana, są tak pochłonięte własnymi obowiązkami, że nie mają czasu na odwiedziny lub rozmowy ze starym ojcem.

Autor trafnie ukazuje, jak to osamotnienie wpływa na zdrowie psychiczne i fizyczne. Osoby starsze często czują się niechciane, a ich potrzeby – ignorowane. Długotrwała izolacja może prowadzić do depresji, a nawet pogorszenia stanu zdrowia. To przestroga dla nas wszystkich, aby nie zapominać o starszym pokoleniu, bo każda rozmowa, każde spotkanie ma ogromne znaczenie.

„Zadzwoń, jak dojedziesz” to nie tylko opowieść o starości, ale także o miłości, rodzinie i obowiązku, który każdy z nas powinien czuć wobec swoich bliskich. Samotność starszych ludzi to problem, który nie może być ignorowany – to wezwanie do działania, abyśmy wszyscy mogli stworzyć bardziej wspierające i pełne zrozumienia otoczenie dla tych, którzy potrzebują naszej obecności.

Marcin Świetlicki napisał kiedyś:

”Boję się.
Boję się, że nie zdążę.
Że nagle okaże się,
że wszystko się skończyło.”

Urzekła mnie w tej powieści taka smutna rzeczywistość. Żyjemy z dnia na dzień, od weekendu do weekendu. Od wypłaty do wypłaty. Od awansu do awansu. I to takie życie rodzinne coraz bardziej spychane jest na margines. Żyjemy w przekonaniu, że zdążymy zadzwonić, że zdążymy porozmawiać, że zdążymy nacieszyć się jeszcze wspólnymi chwilami. Ale czasu mamy tylko tyle, ile nam zapisano. I właśnie o tym jest ta książka. Byśmy w porę zrozumieli, by zdążyć być na czas w życiu naszych najbliższych.   

Bardzo, bardzo polecam Wam najnowszą powieść Autora. Ale zanim sięgnięcie po „Zadzwoń, jak dojedziesz” to przygotujcie sobie chusteczki i okłady pod oczy – bo na pewno uronicie niejedną łzę. Dawno żadna książka mnie tak emocjonalnie nie przeczołgała jak ta.

Książka została przekazana dzięki uprzejmości Autora, Jakuba Bączykowskiego, za co dziękuję.

A jeśli podobała Wam się recenzja, to… Napijmy się wspólnie kawki!

buycoffeeto-btn-primary

image_123650291 (1)

Dodaj komentarz