Recenzja premierowa, premiera 11.10.2023 r.
To miała być po prostu rozmowa kwalifikacyjna. Davey jednak przez pomyłkę wybrał zły numer telefonu i dodzwonił się do Haanah. Ten zwykły zbieg okoliczności staje się dla obojga początkiem znajomości. A przyjaźń zaczyna przeradzać się w coś więcej…
Czy uczucie ma szansę przetrwać, skoro dzieli ich ponad osiem tysięcy kilometrów?
„Mężczyzna, którego nigdy nie spotkałam” to powieść, która fragmentami przypomina mi „Samotność w sieci”. Janusz Leon Wiśniewski napisał tam:
„Słowami też można dotykać. Nawet czulej niż dłońmi.”
I właśnie trochę o tym jest powieść Elle Cook. Pokazuje, że uczucia rodzą się od słów, wymiany myśli. Są dla bohaterów początkiem wszystkiego. I jakże bolesne jest wszystko to, co dzieje się później.

Los jest przewrotny. Kiedy czeka się na wymarzone wakacje i tydzień przed łamie się nogę – można mówić o pechu. Ale kiedy planuje się podróż, która ma zmienić nasze życie i nagle musimy sami z niej świadomie zrezygnować – to można mówić o wyjątkowej złośliwości losu.
Książka bawi i wzrusza. Myślę, że sami niejednokrotnie znaleźliśmy się w sytuacji, w której zadawaliśmy pytanie:
Dlaczego ja? Dlaczego mnie to spotkało?
Autorka przez całą książkę buduje napięcie. Coś w rodzaju oczekiwania na wybuch. I ten wybuch, owszem, występuje, ale niesie ze sobą zupełnie inne skutki, których Czytelnik oczekiwał.
„Mężczyzna, którego nigdy nie spotkałam” to trochę słodko-gorzka opowieść o przyjaźni, która przeradza się w głębsze uczucie. Pokazuje nam jak działa system obronny u mężczyzn. Panowie mają problem z okazywaniem słabości. Mężczyzna chce być postrzegany jako samiec alfa. Taki, co to potrafi naprawić pralkę, ale i stanie na wysokości zadania, i obroni swoją kobietę, kiedy sytuacja będzie tego wymagała. Gdyby taki mężczyzna pokazał, że cierpi lub że sobie nie radzi z jakąś sytuacją, od razu spadłby z tego samczego piedestału.
Książka wciąga. Beata Słama cudnie przetłumaczyła książkę. Nie da się ukryć, że styl, ta lekkość opisów, sprawiła, że nie mogłam się od powieści oderwać. Przy tych naszych zimnych, październikowych wieczorach książka daje radę! Serdecznie Wam ją polecam.
Książka została przekazana dzięki uprzejmości Wydawnictwa Muza, za co jeszcze raz dziękuję.

Jeśli podobała Wam się recenzja, to… Napijmy się wspólnie kawki!


wow!!